Witajcie
Dawno już nie było nabytkowego wpisu, a to dlatego że jakoś ostatnio bardzo mało kupuję. Wiem to kompletnie do mnie nie podobne, ale mam tyle zapasów, że muszę je w końcu wykorzystać. A zakupy moje teraz ograniczają się do podstwaowych produktów pielęgnacyjnych.
A więc bez zbędnej paplaniny, zaczniemy od włosowego maniactwa jakie posiadam. Od dawna koczowałam na maskę z Kallosa o przepięknym mlecznym zapachu, Mowa tu oczywiście o Latte. Kupiłam ją w końcu w Hebe, po długim polowaniu udało mi się ją kupić w totalnie małej cenie bo za 5 zł. Wybrałam małą wersję, ponieważ nigdy jej nie miałam. Poza tym mając małą łazienkę litr odżywki ciężko by mi było zmieścić wraz z innymi kosmetykami.