środa, 18 maja 2016

Skalpelem w kompleksy

Świat dzieli się na dwie formacje. Zwolenników i całkowitych przeciwników ingerencji chirurgicznej w wygląd. Często zastanawiam się sama, czy modyfikacja na taką skalę wyglądu nie jest czasem igraniem z tym co dała nam w prezencie natura i czy jest to w porządku lub gdzie leży granica między korygowaniem, a zabawą w Boga i przesadnym modyfikowaniem swojego wyglądu.
Bankowo nie mam nic do poprawek defektów uniemożliwiających funkcjonowanie w społeczeństwie, jak likwidacja blizn, czy tuszowanie deformacji albo usuwania narośli.



 Nawet w mojej rodzinie wystąpiła taka konieczność udzielenia pomocy chirurgicznej w przypadku zajęczej wargi u mojej cioci. I doskonale zdaję sobie z tego sprawę, że jej życie przerodziłoby się w koszmar. Ciocia poddała się operacji w bardzo młodym wieku, miała jakieś 4 lata- więc dzięki tak szybkiej ingerencji rodziców uniknęła masowych upokorzeń ze strony rówieśników.

 Ja też byłam i w sumie nadal jestem takim małym kaczątkiem. I to nawet dość zabawnym. Z takich stosunkowo widocznych defektów do zaoferowania światu mam krzywe zęby- czemu zawdzięczam pseudonim wampir- nawet ze strony członków rodziny... Oraz odstające jedno ucho- nie wiem co jest gorsze mieć dwa odstające radary, czy jedna sztukę. Pamiętam w okresie dojrzewania Mama wspominała o możliwości korekcji tego defektu, nawet myślała by poddać mnie operacji- z jednej strony brzmi to jak brak akceptacji mojego wyglądu ze strony matki z drugiej można by raczej rozpatrywać to w kategoriach troski. Biorąc pod uwagę doświadczenia rodzinne w kwestii operacyjnych korekt deformacji.


 Choć jedno odstające ucho może wydawać się zbyt błahym powodem dla kompleksów, czy też ingerencji chirurgicznej nie wyobrażałam sobie wtedy dnia bez zakrycia włosami uszu. Czułam się jak taki mały Gacek i mniej więcej do 23 roku życia nie było mowy o poruszaniu się w społeczeństwie z włosami związanymi w kucyk czy też koczek.

Myślałam o tym intensywnie i zdobywałam wiedzę na temat przebiegu tego typu operacji. Korekcja odstających uszu jest jedną z mniej radykalnych procedur chirurgicznych w obrębie medycyny estetycznej, można ją zaliczyć do kosmetycznych poprawek, w porównaniu z takimi zabiegami jak liposukcja, powiększanie piersi, poprawa noska czy lifting twarzy. Wygląda to mniej więcej tak: dokonuje się nacięcia fałdy skórnej za małżowina uszna, a następnie lekarz odpowiednio modeluje chrząstkę ucha. Wymodelowana tkanka chrzęstna zabezpieczana jest dodatkowo szwami zakładanymi na stałe. A samą ranę zamyka się najczęściej szwami rozpuszczalnymi. Samo gojenie po zabiegu trwa od 9 do 12 dni. Koszty zabiegu w Polskich klinikach oscylują wokół kwoty 3500 zł. Biorąc pod uwagę możliwość wyzbycia się całkowicie kompleksu odstających uszu lub drwin ze strony rówieśników w stosunku do dziecka które miało ten niefart by urodzić się z odstającymi uszami.


Otoplastyka korekcyjna odstających uszu była jednym z moich marzeń do momentu, gdy dojrzałam do zaakceptowania mojego wyglądu. Obecnie temat wydaje mi się być na tyle błahy by darować sobie zabieg, jednak stopnień w jakim mój jeden gacek odstaje nie jest na tyle rzucający się w oczy by spędzać mi sen z powiek.

Teraz bez problemu niemal codziennie nosze związane włosy i nie zważam na fakt iż coś tam we mnie odstaje bardziej.

Jednak w przypadku zajęczej wargi z jaką urodziła się moja Ciocia nie wyobrażałabym sobie funkcjonowania bez tego typu zabiegu. I uważam ten krok dziadków w kierunku naprawy tego defektu u Cioci w tak wczesnym wieku za strzał w dziesiątkę. Ogólnie sam fakt, że ponad 50 lat temu  wykonywano tak sprawnie tego typu zabiegi bez wątpienia zasługuje na uznanie, bo nie ma żadnego śladu po operacji w obrębie górnej wargi.


Ogólnie chcę poznać wasze zdanie na temat chirurgii plastycznej. Kiedy ingerencja skalpela jest koniecznością? Gdzie przebiega ta cienka granica między korekcją wad, a tworzeniem siebie na nowo na wzór kanonów piękna? Czy poddałybyście się jakiejś operacji w celu walki z kompleksami lub poprawy swojego wyglądu?

Więcej artykułów na temat operacji plastycznych znajdziecie:



7 komentarzy:

  1. Uważam, że wszystko jest dla ludzi, ale z umiarem. Jeśli mają pomóc i poprawić pewnośc siebie, nie mam nic przeciwko. Jednak denerwuje mnie zbyt mocne ingerowanie w piękno.

    OdpowiedzUsuń
  2. korekty tak, ingerencja zbyt duża już nie jak liposukcja, zmiana nosa, czy powiększanie piersi,chociaż w wypadku piersi jeśli zmiana ma tylko poprawić sam wygląd piersi to ok, ale odrzuca mnie radykalne zwiększanie biustu

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie przerażają takie potworki jak Donatela Versace ona tak się oszpeciła

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja miałam nie dawno korekcje uszu ;] Od dziecka katowałam się tym ze wygladam brzydko i zle i operacja wszystko zmieni ;p Nie zmieniła teraz moje uszy są powiginane w każdą strone :P Ogolnie uważam, że osoby tylko z duzym defektem powinny sobie robić operację, bo one bardziej docenią jej efekty. U mnie tragedii nie ma ale wczesniej tez nie bylo tylko w mojej glowie. Co najlepsze wszyscy mowili ze nie mam wcale odstajacych uszu a mi chyba ta maania została od dzieciństwa ;p Ogolnie trzeba brać pod uwagę to, że moze byc lepiej a moze byc gorzej ;] ja zaluje, ale duzej liczbie osob pomoglo ;] Ogolnie dla mnie jezeli ktos ma taka ochote to prosze, jedynie twarz wydaje mi sie byc ryzykowna ;]

    OdpowiedzUsuń
  5. JA TEŻ WIELE LAT Z SIEBIE SŁONIA TRĄBALSKIEGO ROBIŁAM a prawda jest taka, że mam w sumie jedno ucho odstające od spania na jednym boku od dziecka i w sumie nikt na to nie zwraca uwagi

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj kiedyś miałam całe mnóstwo kompleksów... Teraz, szczerze... to mam to gdzieś ;) nie ma co się dobijać, są większe problemy od krzywych zębów, odstającego ucha... ;)

    Luuuzzzz ;))

    OdpowiedzUsuń
  7. te kompleksy potrafią zniszczyć radość życia

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za zainteresowanie naszym blogiem.
Każdy komentarz jest dla nas niezmiernie ważny
i napędzający do dalszego prowadzenia bloga.
Pozdrawiamy i zapraszamy ponownie.
Klaudia i Aga

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...